broken
Pierwsza z bardziej dopracowanych płyt. Otwierające Pinion i następne Gave up wprowadzają szczególną atmosferę która towarzyszy nam już do końca. W przeciwieństwie do Pretty hate machine ta atmosfera budowana jest przez wszystkie utwory, które składają się w jedną całość. Nie będę się wymądrzał ale tego trzeba posłuchać aby zrozumieć. Od razu po pierwszym przesłuchaniu tej płyty moją uwagę zwróciły instrumentalne utwory Pinion i help me i am in hell. Oba utwory są jak na mój gust za krótkie i kiedy się skończyły czułem się trochę nieswojo. Jakby ktoś mnie brutalnie odstawił od piersi. Na szczęście reszta płyty nie odstępuje klasą od tych utworów i mój detoks szybko się skończył. W życiu nie słyszałem tak typowo industrialnych utworów a jednocześnie tak chwytających za jaja że nie jeden eunuch by wymiękł. Mam na myśli tu wszystkie utwory a szczególnie happiness in slavery.

berg_



"Broken" ma się tak do "Pretty Hate Machine", jak pięść do nosa. Dwa lata, jakie dzielą oba te albumy wyszły chyba panu Reznorowi na dobre, bo ten najbrutalniejszy i najcięższy album w dziejach Nine Inch Nails dosłownie powala na kolana. Po uwolnieniu z objęć TVT Records, której to wytwórni nienawidzi, Trent dał upust całej zbierającej się w nim agresji na tym właśnie krążku.

Krótkie rwane dźwięki gitary, z każdą sekundą wzmagające swoją siłę, zwiastują nadejście "Pinion". Ten utwór trwa zaledwie jedną minutę, ale trudno byłoby o lepszy wstęp do takiej płyty, jaką jest "Broken". Szybkie przejście i już jedziemy z "Wish", jednym z najlepszych utworów w historii Nine Inch Nails. Charakterystyczny wyziew z elektronicznego pudła, przerywany jest śpiewem Reznora i następującym po nim niesamowitym atakiem gitar, tworząc ponadprzeciętny klimat - ten kawałek po prostu zwala z nóg. Siła, agresja i brutalność w jednym wydaniu to także "Last". Dopiero przy kolejnym instrumentalnym kawałku "Help Me I Am In Hell", następuje lekkie rozładowanie. Ten utwór ma dużo z klimatu "Pretty Hate Machine", niesie ze sobą jakieś nienamacalne zło i zagładę - to doskonały zwiastun kolejnej płyty Nine Inch Nails "The Downward Spiral", której recenzję może już niedługo znajdziesz na "rock i metal po polsku". "Happiness In Slavery" to znowu powrót do ostrzejszych klimatów, ale ten numer jest jakby inny, wolniejszy od "Wish", bardziej rozwlekły, więcej tu elektroniki i trochę zawodzącego głosu Reznora. Inaczej jest z "Gave Up" - ten kawałek zabija swoją szybkością, wściekłością i siłą, z jaką Reznor ciska kolejne teksty. Refren to już prawdziwa jazda bez trzymanki, lekko przesterowany wokal i słowa wykrzykiwane z prędkością światła - Trent jest niesamowitym wokalistą i jeśli twierdzisz, że jest inaczej polecam Ci posłuchać ten właśnie numer. Mimo, że zgodnie z planem to już koniec płyty, na wciąż głodnego słuchacza czeka jeszcze deser, składający się z trwających łącznie ponad dziesięć minut, dwóch ukrytych tracków. Pierwszy z nich - "Physical (You're So)" - to cover Adama Anta, powolny i ciężki numer z trochę podniosłym refrenem. Na uwagę zasługuje środek tego wałka, kiedy do ciężkich gitar, dołączają się jakieś dziwne odgłosy i najpierw skrzek, a potem coraz bardziej zawodzący wokal Reznora. "Suck" - utwór nagrany przy współpracy Pigface, zaczyna się dźwiękami, które mnie osobiście kojarzą się z maszyną podtrzymującą życie :) Trent początkowo śpiewa, by w ostrym uderzeniu gitar w refrenie wykrzyczeć całą nienawiść i zgromadzoną w nim agresję. Znakomity finał znakomitej płyty.

Naprawdę trudno obiektywnie ocenić album swojego idola, człowieka, który w ciągu tych prawie dziesięciu lat nic a nic się nie zmienił i dalej robi to, co mu wychodzi najlepiej (choć sam uważa inaczej). "Broken" to fantastyczny album i ma właściwie tylko jedną wadę: jest niesamowicie krótki. Nie pomagają nawet dwa ukryte utwory. Trzydzieści minut to zdecydowanie za mało, biorąc pod uwagę, że tej płyty słucha się na jeden raz - od początku do końca ciągle nie mając dość. To moja ulubiona płyta Nine Inch Nails. Pomaga mi się wyładować, każdy utwór na niej zawarty dosłownie mnie rozbraja. Polecam każdemu, kto twierdzi, że industrial to inna nazwa dla techno. Niech gówniarze w kolorowych szmatach z gwizdkami w ustach, spróbują strawić "Broken". Gwarantuje, że nie wytrzymają nawet do środka płyty...

KoRniK