pretty hate machine
Płyta zaczyna się utworem 'Head like a hole' i jest to jedyna piosenka z tak wyraźną i "normalną" linia melodyczną. Oczywiście nie mówię że to źle bo fani nin wiedzą że w przypadku tego zespołu "normalność" to pojęcie względne. Cały album jest wzorcowo industrialny i słucha się go jakby Jane's Addiction skrzyżować z pierwszym lepszym PC-etem. Oczywiście w niektórych piosenkach to zaleta i to bardzo duża ale reszta utworów jest za bardzo podobna do siebie. Z tego schematu wybija się tylko spokojny 'Something i can never have' i całkowicie elektroniczne 'That's what i get' i 'Ringfinger'. Plusem tej płyty jest to że nie ma tu żadnych elementów gotyku który zazwyczaj pojawia się chociaż w śladowych ilościach u zespołów grających industrial. Mimo wad album naprawde warty przesłuchania chociażby dla poznania korzeni nin i ich pierwszych debiutanckich kompozycji.

berg_


"To jest afera, tego nie da się opisać. To jest chora muzyka techno, połączona z metalem... bardzo to lubię."
A. Chylińska

ODJAZD: Head Like A Hole. Najpierw pulsujący motyw basu i elektroniczne brzmienie perkusji. Coś z pogranicza Depeche Mode i Frontu 242. A potem nagle jazgot gitar i eksplozja niesamowitej energii. A do tego jeszcze dziki wrzask Trenta Reznora. Zupełny szok. Kompletnie chora muzyka.

DO ODPUSZCZENIA: Sanctified. Mimo, że wcale nie jest to zły utwór. Ale jakoś nie za bardzo przekonuje w nim ta rozbrykana, trochę taneczna linia basu. A także te dziwaczne elektroniczne efekty, jak na przykład pojawiająca się w pewnym momencie wątpliwej jakości imitacja gregoriańskiego chorału.

ŒCIEŻKA DWIĘKOWA: Sadomasochistyczna seksimprezka dla fetyszystów. Panie wpuszczane są tylko w strojach z lateksu. Panów także prosimy o przybycie w ubrankach z czarnej gumy. Ewentualnie mogą być kompleciki ze skóry zdobione dużą ilością ćwieków. Z biżuterii proponujemy głównie łańcuchy i kajdanki. Nie zapominajmy także o kolekcji pejczów, które odpowiednio wykorzystane dostarczą nam w trakcie zabawy dodatkowych emocji.

NIE TYLKO MUZYKA: Chyba nikt przed Trentem Reznorem nie odważył się w swoich tekstach na taką perwersje i ekshibicjonizm. W każdym razie nikt, kto zdobył taką popularność. Dlatego lepiej nie słuchać tej płyty razem z mamą. Ani dziewczyną
...

RS (Tylko Rock nr 92)