the downward spiral
Wydana w 1994 płyta odbiła się szerokim echem w całym muzycznym światku.Takiej dawki perwersji i dźwięków z innej planety do tej pory chyba nie było. Zawarta na niej muzyka określana jest jako rock industrialny, czyli łącząca w sobie progresywną elektronikę z rockiem i metalem. Dzięki tej płycie Nine Inch Nails zostało jego najwybitniejszym przedstawicielem. Na uznanie zasługuje fakt, że całość zostało nagrana przez jedną osobę Trenta Reznora, któremu jedynie w kilku utworach towarzyszy gitarzysta King Crimson - Andrew Belew. Otwierający album "Mr. Self Destruct" powala na kolana już na otwarciu. Utwór od pierwszych sekund atakuje natarczywą perkusją, po chwili dołączają do niej metalowe gitary i szaleńcza elektronika. Po takim szoku otrzymujemy bardzo spokojną balladę "Piggy", która posiada ciekawe zakończenie. W nastrojowy rytm ballady wdziera się nieoczekiwanie zwariowana perkusja, a całość kończy fortepianowe outro. Dalej marszowe "Heresy" znowu przyśpiesza tempo przygotowując nas na "March of pigs". Wystarczy wysłuchać "świńskiego marszu" raz, a na pewno będzie się go pamiętało przez wiele lat. Jest to najbardziej hardcorowy kawałek, jaki kiedykolwiek słyszałem. Perkusja nabijana o prędkości światła, jazgot gitar i elektroniki, a to wszystko w połączeniu z bardzo wolnymi fragmentami i momentami ciszy. Utwór, który nikogo nie pozostawi obojętnym. Albo pokochasz albo znienawidzisz. Następnie najbardziej znany utwór z tej płyty - "Closer". W porównaniu z resztą prawie popowy, ale jest to zabieg celowy, ponieważ z bardzo perwersyjnym tekstem (refren: "I want to fuck you like an animal, You make me closer to god") jeszcze bardziej szokuje. Nikt nie spodziewa się w tak melodyjnym kawałku takiego tekstu. Niewątpliwie jedno z największych arcydzieł zespołu. Następny "Ruiner" również jest rewelacyjny, największą uwagę przykuwa przesterowana solówka pod koniec utworu, chylę czoła Reznorowi. W "Becoming" pojawia się grający na gitarze akustycznej wspomniany już Belew, w tle jakby głosy mordowanych kobiet. Kolejne dwa utwory "I don't want this" i "Big man with a gun" są trochę mniej interesujące, ale NIN nigdy nie schodzi poniżej pewnego poziomu. "Warm place" to delikatna instrumentalna impresja, której dźwięki kojarzą mi się ze światem po zagładzie ludzkości. "Eraser" ma świetny mocny rytm co ze wstawkami gitarowymi tworzy trudny do opisania klimat. W "Reptile" pojawiają się cudowne sample przypominające odgłosy pracujących robotów. Dalej w "The Downward Spiral" Trent rozpoczyna delikatnym gitarowym intrem, aby rzejść we wrzask ginącej ludzkości (znowu te sample), a w tle szepcący Reznor. Ostatnim utworem jest ballada "Hurt" o bardzo chorym klimacie. Rewelacyjny wokal, łamiący się głos na refrenie naprawdę porusza. Dla wielu najlepszy utwór NIN. Te 14 utworów sprawiło, że Trent Reznor jest jednym z najbardziej cenionych współczesnych muzyków amerykańskich. Zespół zyskał wielu naśladowców m.in. Filter kierowany przez byłego współpracownika Reznora czy Stabbing Westward. Żaden jednak nawet nie zbliżył się do poziomu NIN, co też świadczy o geniuszu 34-letniego Reznora. Muzyka zawarta na tej płycie sama w sobie jest bardzo chora, a w połączeniu z tekstami autorstwa Trenta Reznora tworzy bardzo niebezpieczną całość, którą trzeba przyjmować w rozsądnych dawkach, bo z własnego doświadczenia wiem, że dłuższe słuchanie grozi niebezpiecznymi zmianami w psychice. Dlatego ostrożnie ;). Mimo wszystko polecam każdemu kto nie boi się trochę cięższych klimatów.

Łukasz Kowalski




Doskonałe, ponadczasowe dzieło. Płyta ta jest bez wątpienia najlepszą w dorobku NIN. Już od pierwszych dźwięków słychać genialność i zawodostwo Trenta Reznora. Otwierający płytę "mr self destruct" jest jednym z najmocniejszych jej punktów. Aż dziw bierze, że przy tym utworze pracował członek legendarnej kapeli King Crimson. Płyta obfituje w podobnie energiczne i ciężkie zarazem utwory jak chociażby "heresy", "big man with a gun" czy "march of the pigs". Ten ostatni jest chyba jednym z lepszych i cięższych utworów jakie kiedykolwiek nagrało NIN. Po prostu doskonałość i rewelacja. Nie brakuje na "the downward spiral" wolniejszych kawałków. "Closer" znany jest chyba przez każdego - utwór po prostu doskonały. Osobiście najsmaczniejszym kąskiem jest dla mnie ostatni utwór a mianowicie "hurt". To przysłowiowa "perełka" tej płyty. Takiego klimatu nie potrafi stworzyć nawet Pink Floyd. Można by tak wymieniać każdy kawałek po kolei ale myślę, że mijałoby się to z celem, więc wystarczy powiedzieć: REWELACJA!!!! Płyta genialna w każdym calu. Prawdopodobnie jedna z najlepszych jakie powstały w muzyce rockowej. A może i najlepsza??? Niewykluczone. Jedno jest pewne: tak dobrych albumów nie ma wiele. Najdoskonalsze dzieło NIN. Płyta, która przeszła do historii rocka. Płyta , dzięki której "industrial" wyszedł z podziemia. Płyta tak doskonała, że nie sposób opisać jej potęgi i piękna. To trzeba po prostu usłyszeć... i poczuć ten przyjemny dreszczyk... Mistrzowskie dzieło. ARCYDZIEŁO...

Miłośnik muzyki




W 1994 roku,dwa lata po ukazaniu się EPki "Broken" i prawie pięć lat od pierwszego albumu "Pretty Hate Machine" ukazała się długo oczekiwana druga pełna płyta Nine Inch Nails, "The Downward Spiral". To dzieło właśnie wyniosło Nine Inch Nails ze statusu undergroundowej osobowości do miana supergwiazdy. Emocje i skandale związane z jej produkcją sprawiły że premiera była jednym z najważniejszych wydarzeń muzycznych '94 roku w USA. Kupno domu, w którym Charles Manson zamordował Sharon Tate i jej przyjaciół, a następnie stworzenie w nim studia nagraniowego odbiło się głośnym echem w Stanach.Reznor, jak sam powiedział, znalazł tam najlepszy klimat do oczyszczenia się z całej negatywnej energii, frustracji i depresji. To wszystko a także niewątpliwy geniusz lidera "Nine Inch Nails" spowodowało, że "The Downward Spiral" jest jedną z najbardziej mrocznych i depresyjnych płyt w historii muzyki rockowej. Juz pierwszy utwór na płycie - "mr. Self - Destruct" niesie ze sobą zapowiedź tego co nas czeka. Początkowe, narastające odgłosy bicia kogoś przeistaczają się w bezlitosny, industrialny łomot który z początkiem drugiego numeru w wolne, robiące ogromne wrażenie "Piggy". I tak jest już do końca. "March of the Pigs" - nie znam człowieka, który mogłby spokojnie wysiedzieć w fotelu podczas tego utworu. To mój ulubiony. Dalej, chyba najbardziej znany kawałek "Nine Inch Nails" czyli "Closer", do którego powstał wyśmienity teledysk. Prawie siedmio minutowa wycieczka z Reznorem w krainę perwersji: "I wanna fuck you like an animal". Industrialny hip-hop w "Ruiner" przechodzi następnie w tnący jak wirująca brzytwa, "The Becoming" z piękną gitarą A. Belew z King Crimson w środku. "The Becoming" przechodzi w spokojny, balladowy "I do not want this". "A Warm Place" według mnie byłby doskonałym utworem do filmu. "Eraser" to czysty geniusz muzyczny. Mozolne budowanie melodii, która z końcem zamienia się w mechaniczny wrzask. Jednak największe wrażenie na mnie zrobił, kończący płytę, "Hurt". Arcydzieło. Przejmująca i wstrząsająca ballada, w której tekst jest najmocniejszą stroną. Teksty w ogóle odgrywają ogromną rolę na tym krążku. Perwersja, bluźnierstwo i nienawiść są chyba trzema słowami najlepiej charakteryzującymi "The Downward Spiral". Mimo to, a może właśnie dlatego są to teksty genialne, wywierające wstrząsający wpływ. "The Downward Spiral" jest albumem niesamowicie eklektycznym. Takiej ilości różnych instrumentów, dźwięków i odgłosów nie znalazłem dotąd na żadnej innej płycie. Jest to album niesamowicie wyrównany, trwa ponad 60 min. ale w ogóle nie odczuwa sięznużenia słuchając go, wprost przeciwnie coś cały czas nakazuje ponownie wcisnąć guzik z napisem 'play'. Wszystkie utwory tworzą jedną, ściśle powiązaną całość, mroczną opowieść. Jak powiedział Reznor jest to opowieść o człowieku, który pod wpływem załamania i frustracji zabija drugiego człowieka, a gdy uświadamia sobie co zrobił popełnia samobójstwo. Jak zapewne zauważyliście nie napisałem nic krytycznego o tej płycie. I nie napiszę gdyż nie można tu do niczego się przyczepić. W skali 1-10 daję 10. Jest to dzieło, które na równi z pierwszymi płytami Korn i Rage Against The Machine,drugą płytą Kilgore, 'Pork Sodą' Primus oraz 'Broken' i 'The Fragile' wyznacza nowe horyzonty muzyczne i sprawia, że inni starają się dorównać do tego poziomu. Arcydzieło nie tylko w dziedzinie rocka ale i muzyki w ogóle.

Antipop